MY PRINTS FOR SALE

Art Prints

My Etsy Shop

wtorek, 30 sierpnia 2011

20 km po rzece


Ramiona i dlonie bola mnie dzis caly dzien, rysowalo mi sie przez to kiepsciej dzis...
Wczoraj wybralismy sie na splyw nasza kanoe w dól Wye... wyborne 20 kilometrów przewioslowane. Start w Hoarwithy, Herefordshire, a wysiadka w Ross-on-Wye.

Na rzece Wye labedzi jest od groma.. szczególnie w licznych gromadach trzyma sie mlodziez, która jeszcze nie polaczyla sie w pary i nie wybrala sobie terytorium...

Go-Pro Willa namierza labedzie, hi hi :)


Labedzie maja tu raj, bo Wye ma rozlegle plycizny i jest az zielona od podwodnej roslinnosci  wiec te biale rzeczne owce moga szamac trawska tu do woli .. :D próbowalam pstryknac podwodne zdjecie tych rzecznych zielonych wlosów ale wyszla mi z tego abstrakcja :P



przystanek na rozprostowanie kosci , na wysepce...


niespodzianka... cale stado, na oko conajmniej z 70 bernikli kanadyjskich

znowu Go-Pro Willa :D



Rzeka Wye tetni zyciem. W wodzie sa nawet lososie. a nad woda masa ptactwa... Widzialam stado kormoranów, czaple siwe, a nawet czaple nadobne, co bylo dosc duza niespodzianka!
O zimorodkach nie wspomne :) pelno ich tu  :)
Dumna jestem z siebie,  z nas obojga, ze dalismy rade tym dwudziestu kilometrom. Troche mnie dzis w plecach strzyka i lapy bola... ale warto bylo :)
Starczylo mi dzis jeszcze sil na wkopanie trzech malinowych  krzewików w ziemie,  któe dostalam od brata, bo mu sie rozplenily dosc w ogródku...
i na upieczenie wieczorem placka :D z jablkami z jablonki co rosnie pod domem, z klilkoma sliwkami jakie sie ostaly i odrobina dzemu jerzynowego... mialy byc swieze jerzyny zebrane w niedziele ale nie dotrwaly do dzis, sfermentowaly w blyskawicznym tempie...

W ogrodzie znalazlam  chorego królika...


Ofiara idiotycznego pomyslu walczenia z rzekomym nadmiarem dlugouchych...Brytyjczycy  rozsiewaja sztucznie wirusa myksomatozy, co sprawia ze uchate biedactwa umieraja w meczarniach z zaropialymi oczami i pyszczkami. Gdyby angole nie bawili sie w okrucienstwa typu "fox hunting" albo inne  odstrzaly drapiezników.... to i królików mieliby w bardziej kontrolowanej liczebnosci....
niewazne, nie chce mi sie rozwodzic na temat ingerencji ludzi w swiat przyrody. Nie godze sie juz na wiele rzeczy...i zawsze te tematy budza we mnie skrajna nienawisc do istot gatunku ludzkiego.
Wczoraj uratowalam z utoniecia w rzece pszczole, patrzylam potem jak nabierala sil powolutku i z trudem oddychajac, kiedy posadzilam ja na kwiatku ostu. Patrzac na nia myslalam o mym wujku, ojcu chrzestnym który to juz dwa lata temu odszedl do lepszego swiata bez uprzedzenia. Byl pszczelarzem.
Gdy plynelismy po rzece, takie samo szczescie miala osa, wylowilismy ja wioslem, posadzilismy na czubku lodzi i z rozbawieniem obserwowalismy jak dlugo siedziala tam , zdezorientowana...
Zartowalismy ze za pare kilometrów zacznie nam dyktowac tempo wioslowania.,.
Bzy bzy hej raz!! Bzy bzy heej dwa!!!
Ale kiedy  zaczela pelzac po calej lodzi, postanowilismy wysadzic osia towarzyszke na brzeg :D
Mówie do Willa- ty wiesz ze jak ona komukolwiek w owadzim swiecie bedzie opowiadac co jej sie przytrafilo, to przeca zaden robal jej nie uwierzy...
Prawie jakby ktos opowiadal ze porwalo go UFO :)
tez nikt w takie rzeczy nie wierzy z zalozenia :)

3 komentarze:

  1. Ładnie i pysznie u Ciebie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Malgos, buziaczki!! :* kope lat...... :) oj jakie ja mam u ciebie zaleglosci.. zycia nie starcza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, ja do Ciebie zaglądam... nie wpisuję się, bo mnie redaktorowanie w sZAFie i Artpubie pochłania :***

    Cenię sobie Twój artyzm kochanie :***

    OdpowiedzUsuń