MY PRINTS FOR SALE

Art Prints

My Etsy Shop

piątek, 11 marca 2011

Policzone oddechy.

Wczoraj wróciwszy z pracy zastalam w karmniku niecodzienny widok....
Rudzika.
Oddychajacego gleboko  i z trudem.
Podchodzilam blizej i blizej- nie widzialam po nim zadnej reakcji. Oddychanie zdawalo sie zabierac mu cale jego sily i uwage.
Nie reagowal na mój dotyk, nie reagowal na zwilzanie dziobka kroplami wody, nie reagowal na jedzenie.
Czulam juz, ze on  lapie swoje ostatnie oddechy.
Znalazlam go martwego w karmniku dzis rano.

Maly pogrzebik w ogródku, po pracy. Powrócil do Matki.

Kiedy wykopywalam niewielki dolek dla ptasiego cialka, wrócily wspomnienia z dziecinstwa.
Wakacje w lesie, u dziadków, w gajówce.
Pewnego razu znalazlam na sciezce w lesie dogorywajacego ptaka. Czulam jak bilo mu serduszko, i tym predzej zasuwalam co sil w nogach by znalesc jakakolwiek wode. To bylo jedyne co przychodzilo mi do mej osmioletniej glówki. Woda. Ale w srodku suchego lata nie bylo wiekszej szansy znalesc chocby mizerna  kaluze w lesie. Ptak skonal dosc szybko w mych dloniach. To bylo jedno z bardziej  intensywnych doswiadczen smierci w mym szczeniackim okresie. Czucia procesu umierania.
W dloniach.
Zrobilam ptaszkowi pogrzeb przy sciezce biegnacej do gajówki.
Bukiecik kwiatków polnych i plaski kamien imitujacy nagrobek.
I tak to sie zaczelo.
Niedlugo potem z niewiadomych przyczyn pochorowalo sie kilka królików.  Gdy pierwszy z nich dokonal zywota-juz cala  nasza rodzenstwo-kuzynowska ekipa postanowila urzadzic mu pogrzeb.
Króliczek spoczal pod plyta chodnikowa z napisem sporzadzanym kawalkiem kredy
KRULICZEK
ZMARL
1985 ...
POKÓJ JEGO DUSZY.
Ta plyta chodnikowa po kilku latach calkowicie porosla mchem....
Jest tam gdzies do dzis, pod sciólka. Króliczy nagrobek który przetrwal dwadziescia piec lat.

Pogrzeb nie byl koncem ceremonii. Zaczely sie warty przy grobie. Jak przy Grobie Nieznanego Zolnierza.
Dzielnie dzierzylismy kijki "prezentujac bron", maszerujac, stojac na bacznosc i strzelajac  salwy honorowe.
Na czesc jego pamieci.
Zmiany wart.
Znowu warty.
Króliczek
odszedl jak prawdziwy patriota
bohater narodowy.


W naszych "zabawach" byla wojna i smierc.
Byli partyzanci i groby. Byli rozstrzeliwani Hitlerowcy i  nalot Messershmidtów.
Kiedy ja z siostra i starsza kuzynka siedzialysmy w "piaskownicy", budowalysmy ogrody  z labiryntami, sciezkami, alejkami... a w srodku kazdego ogrodu byl... Grób.
Kazda z nas  budowala sobie najpiekniejsze miejsce jakie mogla sobie wyobrazic.
Miejsce naszego wlasnego spoczynku.
Bylo to dla nas takie oczywiste. Takie normalne. Takie naturalne. Nasze groby. Nasze male , dzieciece uswiadomienia  Smierci.
Uswiadomienie  zabijanego koguta  na rosól.
Uswiadomienie ustrzelonej sarny z nieruchomymi oczami.
Uswiadomienie pomordowanych rodzin przes SS-manów w sasiedniej wsi, podczas drugiej wojny swiatowej.
Uswiadomienie rozstrzelanych  tych samych  SS-manów przez szwadron mego dziadka... w tym samym lesie w którym znalazlam umierajacego ptaka.
Uswiadomienie rozmyslania o wlasnym miejscu spoczynku.
Smierc nie jest straszna.
To umieranie potrafi byc straszne.
Ale Umieranie a Smierc
to dwie rózne rzeczy.

Maly rudzik który walczyl o kazdy oddech byl tylko ogniwem. Cyklu rozwoju jakiegos pasozyta, którego mozliwie ze dostal po zjedzeniu banalnej dzdzownicy.... Jego wole wypchane malymi potworami uciskalo drogi oddechowe. Tyle.
Banal.
Powrócil do Wielkiej Matki.

5 komentarzy:

  1. Tak, powrócił. A przed śmiercią znalazł przyjazną duszę, która towarzyszyła jego ostatniej wędrówce.
    Niczyje życie nie byłoby pełne bez śmierci, bo śmierć jest nieodłączną częścią życia.
    Bardzo podoba mi się wizja śmierci, którą Jan Jakub Kolski zawarł w filmie "Grający z talerza". Unoszący się nad ziemią i swoją doczesną powłoką, roześmiany Marczyk (Franciszek Pieczka), wołający "A podłóżcie mi tam coś ciepłego pod dupę!"... No cóż... Kiedyś przyjdzie przekonać się, jak jest naprawdę, ale tak właśnie to sobie wyobrażam. :)
    A swoją drogą, to uwielbiam filmy Kolskiego. "Grającego z talerza" zwłaszcza - niektóre kadry przywołują klimat jak z obrazów Malczewskiego.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolskiego filmy i Malczewskiego malarstwo- " w to mi graj". Lubie, rozumiem, doceniam, wspól-odczuwam. Wiesz ze tej samej nocy , po towarzyszeniu umierajacemu rudzikowi i tej samej nocy kiedy trzesla sie Japonia-mialam piekny sen ze umarlam i zegnalam sie z moja rodzina jako duch. Tlumaczylam ze bede z nimi zawsze ale w niewidocznej formie, bo teraz , choc zmaterializowana- nie moge uzywac tej formy zbyt czesto bo to wbrew "prawu Kreacji". nie pytaj o co chodzi- moje sny maja swoja wlasna logike :). Zawsze powtarzalam ze "chce umrzec"- ale nie dlatego ze " nie chce zyc"- tylko dlatego ze jestem-bylam-bede ogromnie ciekawa, co jest dalej i jak to wyglada :). Totalny brak strachu przed Smiercia. To wszystko dzieki opowiesciom babci o wojnie, dzieki trudowi zycia na wsi, kiedy wiesz ze jesli chcesz zjesc mieso, musisz usmiercic zwierze, to dzieki duchom które przychodzily do mnie kiedy bylam mala i nie rozumialam jeszcze o co tu tak naprawde chodzi. Trójwymiar naszego swiata to dopiero poczatek, a jakze w swej trójwymiarowosci ograniczony... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ "Prawo Kreacji" brzmi bardzo logicznie, a nawet, z uwagi na kontekst, śmiało określiłabym, że wręcz racjonalnie. :)
    I bardzo bliskie mojemu punktowi widzenia są Twoje refleksje na temat życia i śmierci.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja bardzo dobra, MŁODA znajoma przed śmiercią napisała list. List do swoich trzech malutkich synów, a także do uczniów. Odczytał go ksiądz w trakcie pogrzebu. A Ola napisała: "nie płaczcie, byłam gąsienicą, teraz jestem motylem".
    PZdr.
    Go

    OdpowiedzUsuń
  5. chyba nie ma potrzeby szukac trafniejszej metafory, nizli ta!! Go i Rado-pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń