MY PRINTS FOR SALE

Art Prints

My Etsy Shop

środa, 30 marca 2011

Rybki...

Aniolek ze zlotymi rybkami, aniolek z ciezarnym brzuszkiem w jablkowym sadzie i Willowe akwarium, juz zarybione....


 Dostalam milego emaila z USA, od kobiety która mówi mi ze czerpie inspiracje z moich konskich prac...
Nigdy nie wiem co myslec w takich momentach, ale zawsze jest to szalenie mile...
napisala mi , ze jej przyjaciólka hoduje konie arabskie...
http://www.cornerstoneranch.us/
no i prosze... znajome konskie pyski.. Justafire, Justadream.. ilez to razy próbowalam portretowac te cuda , które, jak  okazuje sie , pochodza z  TEJ stadniny.. a teraz dostaje mejla od kobiety która patrzy na moje rysunki próbujac nasladowac moja  kreske, a jednoczesnie wpada do tej stadniny regularnie i glaska te pieknosci po grzywach, które ja sama rysuje, gapiac sie na ich zdjecia wyciete z "Arabian Horse World"......
:)
no, trza chyba sie wziac do roboty naprawde teraz... :)
dobranoc :)

poniedziałek, 28 marca 2011

Sorry mate, didn't see Ya


Dojrzaly Rider mysli za innych. Dojrzaly  Rider wychodzi z zalozenia ze kazdy kierowca na drodze chce go zabic. Dojrzaly  Rider przewiduje zawsze najgorsze.
Dzis wlasnie TAKIE rozumowanie uratowalo mi moja sucha  dupe.
Przed bolesnym pocalunkiem w inna, wieksza dupe jakiegos idioty, który wyjechal mi z impetem  ze skrzyzowania  tuz przed mój dziób.
Tylko dlatego ze chyba szóstym zmyslem wiedzialam ze na mnie nie spojrzy. I odruchowo reka zamknela przepustnice.

Skonczylo sie jedynie na mym tancu opon rysujacych zawijasy koloru grafitu, steku polsko angielskich obelg slyszalnych tylko przeze mnie i zwierzecego wkurwa.

"Sorry mate, didn't see Ya".
Najwyzej to moglabym byla uslyszec.
Pocieszajace.
Lepiej zapobiegac.
i dalej traktowac wszystkich kierowców jak urodzonych idiotów.

Moja lewa strona.



Moja lewa reka przez ostatnie tygodnie stroi wyrazne fochy i mowi ze jej sie nie chce.
Udawalaby tylko omdlewajaca dame, nie ma sily, nie ma ochoty.
Czasami patrze na moja lewa reke i mam wrazenie ze ona  nie nalezy do mnie.
Trzy lata temu  patrzylam tak na swoje nogi, szczególnie na lewa. Jak na obce. Nie chcialo im sie mnie nosic, nie mialy ochoty, stroily fochy i udawaly omdlewajaca dame.
Niedoczuly, nieczule kaprysne istoty.
Rok pózniej znowu nastal czas fochów. Lewonoznych, lewostronnych. Wkurzylam sie na nie i kazalam im wejsc na szwajcarska góre.
W zeszlym roku  nie mialam czasu na ich fanaberie. Za bardzo skupiona bylam leczeniem swej glowy, a raczej jej, zawartosci,  jej pochorowanych wspomnien.
Dzis patrze na lewa reke i pytam sie jej- po co ci te humorki?
Przeciez i tak nic nie wskórasz.
Do lekarzy juz nie pójde.
Wystarczajaco dobitnie mi wmówili
ze jestem wariatka.

No cóz.
Rozmawiam z moja lewa reka.

czwartek, 24 marca 2011

Troche Czarnego Humoru.

z sieci....

"....Cała prawda o polityce. Synek przychodzi do ojca i pyta, czy mógłby mu wyjaśnić, co to jest polityka. Ojciec odpowiedział: "Oczywiście, że mogę ci to wyjaśnić. Weźmy na przykład naszą rodzinę. Przynoszę do domu pieniądze, możemy mnie więc nazwać kapitalizmem. Twoja mama zarządza tymi pieniędzmi, nazwijmy ją więc rządem. Obydwoje troszczymy się wyłącznie o twoje dobro, jesteś więc narodem. Nasza pomoc domowa jest klasą robotniczą, a twój mały braciszek, który jeszcze leży w pieluszkach to przyszłość. Zrozumiałeś?" Synek nie był za bardzo pewny, czy dobrze wszystko zrozumiał, zdecydował więc, że musi się najpierw z tym przespać. W środku nocy obudził się, gdyż braciszek narobił w pieluchę i krzyczał. Wstał i zapukał do sypialni rodziców, ale mama spała bardzo głęboko i nie dało się jej obudzić. Poszedł więc do gosposi i znalazł w jej łóżku swojego ojca. Nie przeszkadzało im wielokorotne pukanie do drzwi. Wrócił więc po prostu do łóżka. Następnego ranka ojciec zapytał syna, czy teraz już pojął, co to jest polityka i czy umie mu to wyjaśnić własnymi słowami. Syn odpowiedział: "Tak, teraz już wiem. Kapitalizm pieprzy klasę robotniczą podczas gdy rząd śpi. Naród jest totalnie ignorowany, a przyszłość jest zasrana!"......

znalezione w sieci :)
cala prawda  :)




czwartek, 17 marca 2011

Happy Retirement

Szefowa odchodzi na emeryture za tydzien..
Najfajniejsza szefowa jaka mi sie trafila w zyciu
i mam nadzieje ze nie bedzie sie musiala trafic zadna inna.. (ani zaden inny )
bo w przyszlosci sama sobie chce byc szefem  :)



poniedziałek, 14 marca 2011

Rumak Senny

Podchodze do tej pracy  jak   zaba do jeza bo ostatnio mi w glowie raczej "gromadzenie konserw, wody mineralnej i zapasów jodu" nizli gryzdalowanie.  :)
Ale zamysl jest by to zwierze tonelo w kolorach-znowu opalizujacych, jak kilka ostatnich. Wszystkie mozliwe barwy, cienie, swiatla, bo takie sa sny moje.
Choc ten rumak niby zawsze "kary", to i on mieni sie kolorami ciemnego granatu i indygo...

piątek, 11 marca 2011

Policzone oddechy.

Wczoraj wróciwszy z pracy zastalam w karmniku niecodzienny widok....
Rudzika.
Oddychajacego gleboko  i z trudem.
Podchodzilam blizej i blizej- nie widzialam po nim zadnej reakcji. Oddychanie zdawalo sie zabierac mu cale jego sily i uwage.
Nie reagowal na mój dotyk, nie reagowal na zwilzanie dziobka kroplami wody, nie reagowal na jedzenie.
Czulam juz, ze on  lapie swoje ostatnie oddechy.
Znalazlam go martwego w karmniku dzis rano.

Maly pogrzebik w ogródku, po pracy. Powrócil do Matki.

Kiedy wykopywalam niewielki dolek dla ptasiego cialka, wrócily wspomnienia z dziecinstwa.
Wakacje w lesie, u dziadków, w gajówce.
Pewnego razu znalazlam na sciezce w lesie dogorywajacego ptaka. Czulam jak bilo mu serduszko, i tym predzej zasuwalam co sil w nogach by znalesc jakakolwiek wode. To bylo jedyne co przychodzilo mi do mej osmioletniej glówki. Woda. Ale w srodku suchego lata nie bylo wiekszej szansy znalesc chocby mizerna  kaluze w lesie. Ptak skonal dosc szybko w mych dloniach. To bylo jedno z bardziej  intensywnych doswiadczen smierci w mym szczeniackim okresie. Czucia procesu umierania.
W dloniach.
Zrobilam ptaszkowi pogrzeb przy sciezce biegnacej do gajówki.
Bukiecik kwiatków polnych i plaski kamien imitujacy nagrobek.
I tak to sie zaczelo.
Niedlugo potem z niewiadomych przyczyn pochorowalo sie kilka królików.  Gdy pierwszy z nich dokonal zywota-juz cala  nasza rodzenstwo-kuzynowska ekipa postanowila urzadzic mu pogrzeb.
Króliczek spoczal pod plyta chodnikowa z napisem sporzadzanym kawalkiem kredy
KRULICZEK
ZMARL
1985 ...
POKÓJ JEGO DUSZY.
Ta plyta chodnikowa po kilku latach calkowicie porosla mchem....
Jest tam gdzies do dzis, pod sciólka. Króliczy nagrobek który przetrwal dwadziescia piec lat.

Pogrzeb nie byl koncem ceremonii. Zaczely sie warty przy grobie. Jak przy Grobie Nieznanego Zolnierza.
Dzielnie dzierzylismy kijki "prezentujac bron", maszerujac, stojac na bacznosc i strzelajac  salwy honorowe.
Na czesc jego pamieci.
Zmiany wart.
Znowu warty.
Króliczek
odszedl jak prawdziwy patriota
bohater narodowy.


W naszych "zabawach" byla wojna i smierc.
Byli partyzanci i groby. Byli rozstrzeliwani Hitlerowcy i  nalot Messershmidtów.
Kiedy ja z siostra i starsza kuzynka siedzialysmy w "piaskownicy", budowalysmy ogrody  z labiryntami, sciezkami, alejkami... a w srodku kazdego ogrodu byl... Grób.
Kazda z nas  budowala sobie najpiekniejsze miejsce jakie mogla sobie wyobrazic.
Miejsce naszego wlasnego spoczynku.
Bylo to dla nas takie oczywiste. Takie normalne. Takie naturalne. Nasze groby. Nasze male , dzieciece uswiadomienia  Smierci.
Uswiadomienie  zabijanego koguta  na rosól.
Uswiadomienie ustrzelonej sarny z nieruchomymi oczami.
Uswiadomienie pomordowanych rodzin przes SS-manów w sasiedniej wsi, podczas drugiej wojny swiatowej.
Uswiadomienie rozstrzelanych  tych samych  SS-manów przez szwadron mego dziadka... w tym samym lesie w którym znalazlam umierajacego ptaka.
Uswiadomienie rozmyslania o wlasnym miejscu spoczynku.
Smierc nie jest straszna.
To umieranie potrafi byc straszne.
Ale Umieranie a Smierc
to dwie rózne rzeczy.

Maly rudzik który walczyl o kazdy oddech byl tylko ogniwem. Cyklu rozwoju jakiegos pasozyta, którego mozliwie ze dostal po zjedzeniu banalnej dzdzownicy.... Jego wole wypchane malymi potworami uciskalo drogi oddechowe. Tyle.
Banal.
Powrócil do Wielkiej Matki.

czwartek, 10 marca 2011

czwartek, 3 marca 2011

Prosze.....

Swiecie....
powstan z kolan....

wtorek, 1 marca 2011

Jadowite brosze i sen Wilka.

 


kolejne jadowite przypinki. To byla taka moja mala lekcja w tworzeniu modelinowych "canes", znaczy sie bloków, tudziez roladek, które potem tne na plasterki, tworzac  cala serie o takich samych wzorach. Niezwykle to latwe , nieskonczonosc w tworzeniu wzorów, jak w kalejdoskopie.
Broszki do 5 cm dlugosci, male takie.
Tak z innej beczki-niedawno mialam dziwny sen, ze przemienilam sie w ogromna wilczyce. Ale nie mialam klów, wciaz mialam ludzkie uzebienie. Czyli moze groznie wygladalam, ale bylam nieszkodliwa.
Wzielam moja siostre na grzbiet i pomknelam z nia w noc.
Ten sen nie daje mi spokoju-nie dlatego ze cos w nim bylo niepokojacego. Nic takiego. Ta moja pozorna "groznosc" i moja "opieka" nad siostra.
Generalnie, po moim szkoleniu NLP mam intensywnie metaforyczne sny.
Czy umialabym jakikolwiek z nich kiedys namalowac?