MY PRINTS FOR SALE

Art Prints

My Etsy Shop

niedziela, 27 czerwca 2010

Weekend w Mwnt

Mwnt.. kto wie jak to poprawnie wymówic? :)
Dziwnosc jezyka walijskiego jest jeszcze dziwniejsza w wersji pisemnej :)
"Muunt", tak mniej wiecej . Piekna malenka miescina nad morzem...
Wrócilam dopiero co, po domu walaja sie sterty brudnych ubran, nierozpakowane tobolki i wysypujacy sie piasek z sandalów...
Wielka Brytania przezywa najprawdziwsze  lato... juz pare ladnych tygodni.. nieprzerwana dostawa
Slonca
.. ostatnio takowa aure  zaznalam tu równe cztery lata temu.
Ciagam wiec Willa to tu to tam , byleby weekendów cieplych i  slonecznych  nie smiec zmarnowac.

Zdjecia dopiero sie kopiuja na dysk, filmy wciaz jeszcze na karcie pamieci...

Poslizgalam sie niezdarnie na desce po falach, odwiedzilam "motylarnie" z kolorowymi , latajacymi jak nimfy owadzimi cudami w srodku
poglaskalam ponad czterdziestoletnie konskie staruszki w sanktuarium dla czterokopytnych weteranów
i po raz pierwszy w zyciu mym trzydziestotrzyletnim zobaczylam delfiny
dzikie , wolne, nieskrzywdzone przez czlowieka
delfiny
cudny wekend

wtorek, 22 czerwca 2010

Mam juz nózki...

... i wreszcie sobie moge pójsc w "bialy swiat"...
no to papa....
 :)

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Meszki

Meszki attack!!
Nie otwierac ust, zamknac oczy, nie oddychac.. chyba ze jest sie glodnym ;))

niedziela, 13 czerwca 2010

Cuda z "karbuda"

("karbud"-spolszczony Car Boot Sale)

nie moglam sie im oprzec  :)
ps- ten pistolet po lewej to na plasitkowe kulki :) zanim sobie ktos cokolwiek pomysli hi hi 

Czekam sobie...

... az mi Angel zmajstruje nogi i dokonczy wyszywac sukienke :)
posiedze sobie na niebieskim zegarze bo pasuje do mnie kolorystycznie :)

sobota, 12 czerwca 2010

Lala

Zabrala mi caly dzien...
i pewnie zabierze i jutro, bo jeszcze duzo brakuje do konca... a  do Cosford nie jade- pogoda zagrala mi na nosie :)
dobranoc :)

Natrectwa


Owce za plotem biegaja nagutkie od przedwczoraj. W oddali na pastwisku  lezal spory plat zgolonej welny i draznil me oczy.
Zabralam sobie ja do domu, po zmierzchu, coby sasiedzi sie nie patrzyli z deka podejrzliwie.

Smierdzi jak cholera od lanoliny, ale wyczesana i wyprana udowadnia mi ze rzeczywiscie jest bialergo koloru :)

Ostatnimi czasy mam uprzykrzajace ludziom  wokól mnie natrectwa
robienia czegos o czym sie nie mialo wczesniej pojecia.
Co chwile wymyslam cos nowego by nastepnego dnia znów skakac na kolejny pomysl-rewelacje.
Dzis zaczelam robic lalke.

Pytanie czy ja skoncze...

przynajmniej ma  geste welniane loki ;)
reszta ciala i ubranie nie jest nawet w planach. Zostawie sobie ja pewnie do skonczenia na mój czas "emerytalny".
jak i setki innych zaczetych  pomyslów.
Mam nad biurkiem tablice korkowa z dziesiatkami karteluszków z nabazgranymi na nich pomyslami na zycie.
Te zrealizowane zdejmuje z tablicy, ale wiecej ich przybywa nizli odwrotnie.
Moze to i lepiej, lepiej miec ich nadmiar niz nie wiedziec co w ogóle chcialoby sie robic.
Zastanawiam sie czy mej bialoglowej lokatej ostrouchej czworopalczastej pannie sprawic jakies skrzydla...


a moze znowu przeskocze z tematu na temat i poedytuje sobie filmy jakie krecilam w zeszly weekend...
Will zafundowal sobie i mnie weekend z nauka filmowania dzikiej przyrody.
Zaluje niezmiernie ze pojechalam.  :))  Bo mam nowe hobby na koncie  :))
Teraz mi filmowanie w glowie.
Jakby malo juz mi bylo natrectw ;)
Sobota i niedziela intensywnej pracy umyslowej, masa informacji, techniki i praktyka. Czulam jak przegrzewaly mi sie przewody pod czaszka.
Nader przyjemne uczucie, kiedy odkrywasz ze "orzeszek" w puszce jednak potrafi intensywnie pracowac.
Chyba mimo moich 33 lat wciaz lubie sie uczyc.
strona www Warsztatów jest TU
Jakby kto pytal to jestem na zdjeciu tutaj

ta wysoka w bialoniebieskiej podkoszulce, za Swietym Mikolajem w wydaniu wiosenno-letnim :)
Podsumujmy wiec wstepnie  ten weekend.
Lalkotworzenie.
Edycja filmów.
a w niedziele siup na motor i do Cosford.
Na kolejne (nuuda :P) pokazy lotnicze.

wtorek, 1 czerwca 2010