MY PRINTS FOR SALE

Art Prints

My Etsy Shop

poniedziałek, 31 maja 2010

Cwierkotanie pod dachem i zegar z chmurkami..


Rok temu pod dachem zagniezdzily sie  osy, dzieki czemu w cieple dni w pracowni bylo slychac szum setek skrzydel... nie przeszkadzaly nam bynajmniej, ot, zalozyly gniazdo, wychowaly swoje mlode i umarly spokojnie na jesien... w tym roku brzeczenia nie bedzie.. jest za to slodki dla ucha cichutki swiergot sikorczych pisklat...

caly nasz Hobbitowy dom tetni zyciem.. co chwila odkrywam nowa "jamke"  z której wylatuje jakies zajete lapaniem larw ptasiatko, gniezdza sie pod rynnami trzmiele, osy tez nami nie gardza...
byleby tylko nie rzucaly sie na nas z zadlami, to maja zezwolenie na lokum..

Przyznam jednak ze dzwieczne cwierkotania ledwo wyklutej dzieciarni slyszalne przez sciany dachu w pracowni wplywa bardzo pozytywnie na samopoczucie...

wiosna w pelni, lato za pasem...

A na ten zegar to namierzalam sie juz od conajmniej dwóch miesiecy.. jakos go tak rozweselic chcialam, stary, bury, z pchlego targu wytargany za grosze, ani ladny , ani oryginalny..


umyslilo mi sie zmienic go w blekitne niebo , chmurek mu domalowac, by lekki sie stal..
mialy byc z poczatku biedronki i zdzbla traw , moze i motylki.. wyszla improwizacja w trakcie...
no chyba ze zakupie kolejny stary brzydki zegar za funta i jak sie na te biedronki uparlam to i moze na biedronkowo go przemaluje...
Farba akrylowa, werniks dla blysku, i scrapbookowe swiecidelka i ozdóbki...

czwartek, 27 maja 2010

Motorowo :)


Crusty Demons w Birmingham, 2008 rok...

poniedziałek, 10 maja 2010

sobota, 8 maja 2010

Mój Ogródkowy zwierzyniec


...przynajmniej tym razem nie byly filmowane komórka ;)
za brak fabuly i nieskladny montaz przepraszam
to mój pierwszy kontakt z edycja czegos innego od przecietnego pliku w formacie jpeg  :)

Kwitnace trampki i zielono-niebieskie swiatelka

Pracownia przed renowacja....
kumulacja gratów , rzeczy przydatnych "kiedys tam"
scisk, tlok, zgarbione plecy i umierajacy laptop z przepracowania...


..moje "wiosenne" trampki
którym odwolalam wyrok wyrzucenia ich do kosza..
i teraz okazuja  pierwsze oznaki nowego zycia..
 































pracownia "po"...

moje plecy i wysluzony do cna laptop oddychaja z ulga.. a w nogi swieca mnie zielonoblekitne swiatelka :)
 ... podsumowujac... porzadkowanie zycia idzie do przodu...
trzeba juz bylo
koniecznie i desperacko
by móc isc dalej bez potykania sie o wlasnie smieci